diaboliczna myszka

GRY

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział VII - Sekta

    Wychyliłam się za skalnej ściany, prubując dojrzeć dokładnie gdzie zniknęła Kler.
- Oho. Co my tu mamy. - Uśmiechnęłam się zadowolona.
- Co jest? - Zaciekawiona Miki zajrzała za moich pleców. - WoW! To wygląda jak kryjówka jakiejś sekty.
- Ciszej. - Zganiałam ją i odsunęłam na bok.
      Pomieszczenie rzeczywiście było niesamowite. Na ziemi narysowano białą kredą pentagram. Był otoczony sofami w kolorze wiśni, tworzącymi krąg. Obok każdej z nich unosił się kieliszek napełniony czerwonym winem. Genialne sztuczki. Domyślałam się, że ktoś przygotował to, aby z bliska móc obserwować demoniczny symbol. Przeniosłam wzrok na masę świeczek zapachowych. Jedynie one dawały poblask tej piwnicy, tworząc mistyczny klimat. Ten obraz dopełniały malunki na ścianach jakiś run, wykonanych czerwoną farbą, jak przypuszczałam. Dalej fantazjom nie pozwoliłam się posunąć.
- Jak myślisz co to za symbole? - Zapytała spięta Miki.
- Jest tu wiele znakow z księgi salomona. Niektóre z napisów to imiona samej śmierci.
Ostatnie zdanie zmyśliłam, zastanawiając się czy Miki połknie chaczyk.
- Lepiej choćmy już z tąd. - Sapnęła przestraszona. Musiałam zasłonić usta, żeby nie wybuchnąć głośnym śmiechem. Tak łatwo ją wystraszyć.
- Nie ma mowy. Wreszcie robi sie ciekawie. - Szepnęłam bardziej do siebie niż do niej.
     Znowu zerknęłam za ściany. Tym razem uwagę skupiłam na ludziech, krzątających się wokół pentagramu. Głównie była to młodzież z tej szkoły. Jednego z nich nawet poznawałam. Nazywał się Ken i był w tej samej klasie co ja. Przyglądałam się mu, bo dziwnie się zachowywał. W prawej dłoni trzymał prosty sztylet. Patrzył się na swoją lewą rękę w skupieniu. Bladł przy tym coraz bardziej. Nagle, gwałtownie wciągnął powietrze i przejechał ostrzem po skórze! Zaciął się! Rana była głęboka. Polało się wiele krwi. Chłopak jakby dopiero zbudzony ze snu, spanikował. Z brzękiem upuścił broń na podłogę i nieudolnie próbował zatamować krwawienie. Dopiero delikatny dotyk nieznajomej dziewczyny, powstrzymał go od dalszych działań. Piękna istota pokierowała jego ręke na ścianę i krwią namalowała kolejny symbol. Zmarszczyłam czoło. To inskrypcja oddania się demonom. Wybauszyła oczy, kiedy urodziwa dziewczyna podniosła dłoń Kena do ust i językiem, zmysłowo zlizała krew z rany. Pożądliwie obrzuciła go spojrzeniem złotych tęczówek. Rozanielony chłopak przestał czuć nawet ból. Osłabiony, upadł na kolana i tępo wpatrywał się w przestrzeń. Podbiegło do niego kilka osób, bandażując jego rane. Dziewczyna zostawiła go w spokoju, siadając na sofie. Uraczyła się płytkim łykiem wina, czy czegoś co przypominało wino. Już niczego nie byłam pewna. W tłumie odszukałam Kler. Nie było to trudne. Wypchnięto ją na środek pentagramu. Blondynka poprawiła niesforny kosmyk włosów i wyczekująco wpatrywała się w drugi kraniec korytarza. Może to była moja wyobraźnia, ale widziałam jak czarny cień porusza się z niespotykaną prędkością, szarżując wprost na Kler.
      Nagle zgasły wszystkie świece. Miki wrzasnęła przestraszona, ale to już nie miało znaczenia. Było ciemno. Słyszałam swój przyśpieszony oddech. Mieszał się z oddechem osoby stojącej naprzeciwko mnie. To nie była Miki. Nie byłyśmy już tutaj same. Dwa szkarłatne punkciki przebijały mrok. Oczy świdrujące mnie na wskroś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz