diaboliczna myszka

GRY

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział VII - Sekta

    Wychyliłam się za skalnej ściany, prubując dojrzeć dokładnie gdzie zniknęła Kler.
- Oho. Co my tu mamy. - Uśmiechnęłam się zadowolona.
- Co jest? - Zaciekawiona Miki zajrzała za moich pleców. - WoW! To wygląda jak kryjówka jakiejś sekty.
- Ciszej. - Zganiałam ją i odsunęłam na bok.
      Pomieszczenie rzeczywiście było niesamowite. Na ziemi narysowano białą kredą pentagram. Był otoczony sofami w kolorze wiśni, tworzącymi krąg. Obok każdej z nich unosił się kieliszek napełniony czerwonym winem. Genialne sztuczki. Domyślałam się, że ktoś przygotował to, aby z bliska móc obserwować demoniczny symbol. Przeniosłam wzrok na masę świeczek zapachowych. Jedynie one dawały poblask tej piwnicy, tworząc mistyczny klimat. Ten obraz dopełniały malunki na ścianach jakiś run, wykonanych czerwoną farbą, jak przypuszczałam. Dalej fantazjom nie pozwoliłam się posunąć.
- Jak myślisz co to za symbole? - Zapytała spięta Miki.
- Jest tu wiele znakow z księgi salomona. Niektóre z napisów to imiona samej śmierci.
Ostatnie zdanie zmyśliłam, zastanawiając się czy Miki połknie chaczyk.
- Lepiej choćmy już z tąd. - Sapnęła przestraszona. Musiałam zasłonić usta, żeby nie wybuchnąć głośnym śmiechem. Tak łatwo ją wystraszyć.
- Nie ma mowy. Wreszcie robi sie ciekawie. - Szepnęłam bardziej do siebie niż do niej.
     Znowu zerknęłam za ściany. Tym razem uwagę skupiłam na ludziech, krzątających się wokół pentagramu. Głównie była to młodzież z tej szkoły. Jednego z nich nawet poznawałam. Nazywał się Ken i był w tej samej klasie co ja. Przyglądałam się mu, bo dziwnie się zachowywał. W prawej dłoni trzymał prosty sztylet. Patrzył się na swoją lewą rękę w skupieniu. Bladł przy tym coraz bardziej. Nagle, gwałtownie wciągnął powietrze i przejechał ostrzem po skórze! Zaciął się! Rana była głęboka. Polało się wiele krwi. Chłopak jakby dopiero zbudzony ze snu, spanikował. Z brzękiem upuścił broń na podłogę i nieudolnie próbował zatamować krwawienie. Dopiero delikatny dotyk nieznajomej dziewczyny, powstrzymał go od dalszych działań. Piękna istota pokierowała jego ręke na ścianę i krwią namalowała kolejny symbol. Zmarszczyłam czoło. To inskrypcja oddania się demonom. Wybauszyła oczy, kiedy urodziwa dziewczyna podniosła dłoń Kena do ust i językiem, zmysłowo zlizała krew z rany. Pożądliwie obrzuciła go spojrzeniem złotych tęczówek. Rozanielony chłopak przestał czuć nawet ból. Osłabiony, upadł na kolana i tępo wpatrywał się w przestrzeń. Podbiegło do niego kilka osób, bandażując jego rane. Dziewczyna zostawiła go w spokoju, siadając na sofie. Uraczyła się płytkim łykiem wina, czy czegoś co przypominało wino. Już niczego nie byłam pewna. W tłumie odszukałam Kler. Nie było to trudne. Wypchnięto ją na środek pentagramu. Blondynka poprawiła niesforny kosmyk włosów i wyczekująco wpatrywała się w drugi kraniec korytarza. Może to była moja wyobraźnia, ale widziałam jak czarny cień porusza się z niespotykaną prędkością, szarżując wprost na Kler.
      Nagle zgasły wszystkie świece. Miki wrzasnęła przestraszona, ale to już nie miało znaczenia. Było ciemno. Słyszałam swój przyśpieszony oddech. Mieszał się z oddechem osoby stojącej naprzeciwko mnie. To nie była Miki. Nie byłyśmy już tutaj same. Dwa szkarłatne punkciki przebijały mrok. Oczy świdrujące mnie na wskroś.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział VI - Nie taka irytująca

  Hej! :) Dodaje kolejny rozdział.
Komentujcie.
Z pewnością odwdzięcze
się tym samym :D

    Ubrana w ciemne rajstopy, szorty i luźną bluzkę z obrazkiem kościotrupa, nie pasowałam do reszty towarzystwa, lalek tańczących tu na parkiecie. Wiedziałam to nawet bez ich krzywych spojrzeń posyłanych mi co chwilę.
- Tutaj jesteś. - Zaczepiła mnie Miki. - Już się bałam, że nie przyjdziesz. - Uśmiechnęła się szczerze. Doprawdy, ta dziewczyna była męcząca!
- Słuchaj... - Zaczęłam zła. Niestety znów ktoś mi przeszkodził.
-Fuuu! Co ty tu robisz? Przyszłaś mnie prosić o łaski? Nie dostaniesz ich! Ha!
- Są gówno warte! Ha! - Odgryzłam się. Zbita z tropu Kler zauważyła łatwiejszą ofiarę. Miki stała mając wbity wzrok w ziemię, odkąd pojawiła się Kler.
- A ty co? Ktoś cię tu zapraszał!? - Uniosła się
- Nie, ale... - Miki jąkała się.
- Żałosne. - Jakoś mnie to wkurzało. Tylko ja zarazerwowałam sobie prawo do obrażania tej dziewczyny. Pomyślałam niewiadomo czemu.
- To wolna impreza. Każdy może tu być. W innym wypadku już dawnoby cię z tąd wyrzucili. - Obojętnie przeszłam obok Kler, ciągnąc za sobą Miki.
- Popieprzona świruska! - Krzyknęła za mną Kler. Zatrzymałam się w pół kroku. Naokoło nas zebrali się gapie, zwabieni głośnym zachowaniem Kler. Moja twarz nie zdradzała żadnych emocji, ale w środku kipiałam ze złości. Zapragnęłam zetrzeć w pył Kler. Cisza między nami gęstniała, a napięcie rosło. Tłum ciekawiła moja beznamiętna reakcja. W takiej sytuacji mogłam wybuchnąć gniewem albo się rozpłakać. Obydwie opcję były beznadziejne i nie w moim stylu. Widzowie chcieli show, dlatego postanowiłam im je pokazać.
   Szczerząc się szeroko, zaaaa szeroko, odwróciłam się w stronę wroga.
- Jak mnie nazwałaś? - Wwiercałam mordercze spojrzenie w Kler, emanując mroczną aurą.
- Co jest z tym uśmiechem?! - Krzyknęła zlękniona dziewczyna, postępując krok do tyłu. Zaczęłam iść w jej stronę kołysząc się na boki jakbym była w transie. Kler zapiszczała i zamknęła swoje błękitne oczy. - Diablica!! - Wyzwała mnie. Rozbawiona zamachnęłam się ręką, żeby ją uderzyć. Powstrzymały mnie dwie siły.
   Miki, która zaniepokojona złapała moją rękę i oddalony głos dyrektora.
- Nie udzielałem pozwolenia na urządzenie party! Co się tu wyprawia?! - Wstrząśnięta odwróciła się w jego stronę, ignorując Kler i Miki. W kieszeni paliło mnie zdjęcie zwędzone wczoraj wieczorem. Dowód mojej winy.
   Ten facet miał się tu zjawić później. Co jest grane?! Lecz... może cały czas chodziło o przyjęcie i nie było żadnej tajemnicy. To nawet logiczne. Kler chciała na nim kogoś poderwać, a dyrektor za nie zrugać.
   Studenci zaczęli w panice rozpierzchać się na wszystkie strony. Prubowali uciec z sali. Kler! Obiegłam spojrzeniem salę, nie mogąc jej znaleźć. Gdzie była? Tam! Stała przy ścianie i gładziła obraz przedstawiający zamek obrośnięty winoroślami. Wielkie było moje zdziwienie, gdy ściana rozsunęła się tworząc przejście Kler zniknęła w ciemnościach. Nie zastanawiając się postanowiłam ją śledzić. Wśliznęłam się w otwór zanim się zamknął.
- Nie wiedziałam, że jest tu takie przejście. - Zapiszczała Miki.
- A ty czemuś za mną polazła?! - Warknęłam na nią.
- To ty mnie tu zaciągnęłaś. - Naburmuszyła się Miki. Już zupełnie nie przeszkadzało jej moje wrogie zachowanie.
- O czym ty mówisz?! Nie zrobiłabym czegoś tak głupiego. - Prychnęłam. Dziewczyna skierowała oczy w dół. Podążyłam za jej wzrokiem. Natychmiast zauważyłam to co ona. Wciąż trzymałam jej ręke. Puściłam ją jakbym się sparzyła. Zawstydzona wlepiłam spojrzenie w bok.
- Nieważne! Jeśli będziesz zawadzać, zostawię cię samą. - Rzuciłam sucho, choć moje uszy zrobiły się czerwone. Miki radośnie przytaknęła.
- Jestem tylko trochę zdziwiona. - Powiedziała figlarnie.
- A to czemu? - Spytałam znudzona bez więkrzego zaangażowania.
- Ponieważ podobną scenę jak chwilę temu wyobrażałam sobie wiele razy, ale z nieśmiałym chłopakiem w roli głównej. - Zaśmiała się pogodnie. Nie mogąc się powstrzymać widząc jej rozbawioną buzię, dołączyłam do niej. Prędko się jednak uspokoiłam, przypominając sobie, że nie jesteśmy tu same. Gdzieś w głębi tego tunelu, szybkim krokiem oddalała się od nas Kler. Jeśi się nie pośpieszę, stracę jej ślad.
- Idziemy. - Rozkazałam. 
    Przejęta nie zauważyłam, że za nami również ktoś podąża...

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział V - Dwa rubiny

    Znów zaspałam na lekcję. Tym razem spieszyłam na rosyjski. Błądziłam po korytarzach, niemogąć znaleźć klasy. Powoli zaczynało mnie to męczyć. Zastanawiałam się czy nie odpuścić sobie dzisiejszych lekcji. Miałam ważniejsze sprawy na głowie niż siedzenie kilka godzin w ławce. Na moje nieszczęście w takim naburmuszonym nastroju spotkałam nauczyciela historii.
- Tylko jego tu brakowało. - Mruknęłam pod nosem.
- Co ty tu robisz?!! Powinnaś być na zajęciach. - Szarpnął mnie za ramię, zatrzymując. Uznałam, że to idealna okazja, żeby mu trochę dokuczyć.
- Niech mnie pan nie bije już! Proszę... - Zapiszczałam.
    Kobieta, którą wcześniej dostrzegłam w oddali, podbiegła do nas po moich słowach i oddzieliła mnie od nauczyciela. - Jak Pan śmie! Zgłoszę to dyrektorowi! Brutal!! - Zwyzywała go od najgorszych szumowin i wymierzyła mu siarczysty policzek.
- Chodź ze mną dziecko. Zaprowadzę cię do klasy. Pewnie się zgubiłaś, hę? Ja za młodu również nie połapywałam się w tych zawiłych korytarzach. - Zostałam pociągnięta za ręke. Pomachałam nauczycielowi historii na pożegnanie. Cały spurpurowiał ze złości. Misja wykonana. Pogratulowałam sobie.
      - Więc? Jesteś zadowolona, żę opiepszyłam wychowawce? - Kwaśno spytała kobieta, nie patrząc na mnie wcale. Dopiero wtedy ją rozpoznałam. To była Kiri. Wyszarpnęłam ręke z jej uścisku czując się nagle jak więzień prowadzony do celi. Mimo to nie chciałam jej pokazywać swoich słabości, dlatego kpiąco odpowiedziałam na jej odzywkę.
- Jestem. I to bardzo. Ten kretyn prześladuję mnie już od początku.
- Nie pomyślałaś, że to ty nękasz innych? - Kiri siliła się na grzeczność, zaciskając drżącą ręke w pięść.
- Pomyślałam. I cieszy mnie ten fakt. - Uśmiechnęłam się zgryźliwie.
- Jesteś pewna siebie, ale to się skończy jeśli nie przestaniesz tutaj węszyć. Ja wiem o wszystkim co się tu wyprawia. - Kiri pożuciła swoją urzędową maskę, przechodząc do rzeczy. Sądziłam, że blefuje, bo inaczej już zawiesiliby mnie za włamanie do biura szefa.
- Jeśli mi grozisz to na darmo. Nie zależy mi na tej szkole. - Wzruszyłam ramionami.
- Mogę się domyślić. Dlatego zostałabyś tu na długo, bo to moje terytorium. - Dobitnie mnie poinformowała ta krowa.
- Teraz won do klasy! - Wepchnęła mnie przez drzwi do sali języka rosyjskiego.
- Panie Lore, przyprowadziłam zagubionego kociaka, proszę się nią zająć. - Słodko rzekła Kiri, wychodząc zaraz po tym. Kolejny wróg na mojej liście. Patrzyłam na drzwi za którymi zniknęła sekretarka, kiedy odezwał się do mnie sensei* (*czyli nauczyciel).
- Jesteś Jesika, tak? Miło mi poznać. Jestem Lorence, od dziś twój nauczyciel rosyjskiego. -
Zignorowałam go. Miałam dość. Byłam zmęczona i nie zamierzałam siedzieć na tych lekcjach. Złapałam za klamkę.
- Gdzie się wybierasz? - Spytał spokojnie Lorence po rosyjsku. Chyba chciał mnie sprawdzić. Dobrze niech tak będzie. Lekko się uśmiechnęłam. Uwielbiałam wyzwania.
- Jak najdalej stąd, bylebym nie zasnęła od twoich przunudzających wykładów. - Odpowiedziałam mu po rosyjsku, odwracając się, aby spojrzeć mu prosto w oczy. Niech poczuję się stłamszony. Jednak on nic takiego po sobie nie pokazywał. Odwzajemnił moje spojrzenie za oprawek okularów, tak, że to ja się speszyłam. Jego tęczówki błysnęły czerwonym światłem, sprawiając, że poplątały mi się myśli w głowie.
- Gdzie, więc wychodziłaś? - Spytał Lore, przyglądając mi się uważnie. Niepewna, zerknęłam na drzwi.  - Nie odpowiesz mi?-  Ponaglał mnie Lorence.
- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. - Prychnęłam i pomaszerowałam usiąść w najbliższej, wolnej ławce.
- Wciąż masz cięty język. Nad tym też popracujemy. - Uśmiechnął się szerkoko młody nauczyciel. Dziewczyny w klasie jednocześnie westchnęły rozmażone. Co za koszmar. Nie wiem jakim cudem zdecydowałam się zostać.
     Odetchnęłam z ulgą, gdy usłyszałam dzwonek kończący zajęcia. Zbierałam się do wyjścia, kiedy podeszła do mnie Miki. Dziewczyna, do której zagadałam wczoraj. Musiałam się jej pozbyć.
- Czego? - Warknęłam na nią. Cofnęła się przestraszona o krok, ale nie uciekła.
- Szykuje się impreza dziś w nocy, na sali gimnastycznej. Pomyślałam, że może zechcesz wpaść.
- W nocy? - Wbrew własnej woli, zaintrygowało mnie to.
- Tak. Trwa, aż do rana. Przyjdziesz? - Miki ucieszyła się, że jej nie olałam. Jak niewiele jej było trzeba do szczęścia. Zakpiłam w myślach z jej naiwności. Chętnie poszłabym na tą impreze, ponieważ zbyt wiele dziś tam miało się wydarzyć. Ale nie zamierzałam się tym chwalić Miki. Jej musiałam uświadomić, że ma trzymać się o demnie z daleka. Już miałam zarzucić jakąś kąśliwą uwagę, gdy napotkałam spojrzenie rubinowych oczu Lorence. I jak wcześiej pustka zagościła mi w głowie.
- Oczywiście. - Wypowiedziałam mechanicznie zdanie nie swoim głosem. Wpół przytomna zajerestrowałam jak Miki odchodzi zadowolona. Dopiero wtedy poczułam się znów sobą.
- Cieszę się, że nawiązujesz bliższe znajomości w szkole. - Odezwał się do mnie Lorence, jak tylko zostaliśmy sami w klasie. Obrzuciłam go spojrzeniem ogromnych, szmaragdowych, rozkojarzonych oczu.
- Nie wiem co mi zrobiłeś lecz się dowiem i ukrucę to! - Wrzasnęłam i wybiegłam z sali.




środa, 17 lipca 2013

Rozdział IV - Wystarcze ja


   Zaspana wkroczyłam do klasy historii. Dwadzieścia par oczu filtrowało mnie wzrokiem. Najintensywniej z nich nauczyciel.
- Spóźniona uczennica to rzadkość. - Facet niezadowolony skrzyżował ręce na piersi. Po wylęknionych minach studentów mogłam się domyślić czemu są punktualni.
- Jestem nowa. - Stwierdziłam jakby to wszystko wyjaśniało. Dla leprzego efektu podrapałam się po czubku głowy. Udawanie idiotki zawsze działało.
- Słyszałem. Jesteś tą trudną uczennicą. Ja nie będe uczestniczył w twoich gierkach. Na piątek napiszesz wypracowanie na temat rewolucji francuskiej. A teraz przedstaw się Klasie. - Co za burak. Strasznie się wymądrza. Jeszcze wymyślę jak mu odłacić za to dodarkowe zadanie domowe. Tym razem jednak odpuszcze. Byłam zmęczona po nieprzespanej nocy. Po głowie tłukły mi się szalone myśli, nie dające mi spokoju. Ziewnęłam przeciągle, zasłaniając usta. Na tę chwilę w klasie zapanowała wyczekująca cisza.
- Mówcie mi Jess. Jestem nowa, ale nie szukam tu milusińskich przyjaciół. Każdego kto do mnie zagada spławię Lubie ciężką muzykę. I to tyle co powinniście o mnie wiedzieć. Aaa, zapomniałabym. Uwielbiam tajemnice, toteż poznam każdy wasz sekret. Dlatego lepiej nic przedemną nie ukrywajcie. To tylko rozbudzi mój apetyt. - Uśmiechnęłam się pożądliwie. Nie mogąc się powstrzymać, widząc oszołomione twarze licealistów, oblizałam się jeszcze ze smakiem.
- Dziękujemy Jess za ten popis. Możesz usiąść. - Zdegustowany profesor wskazał mi miejsce i kontynuował swój przerwany przeze mnie wykład. Mimio, że ciekawszy niż zwykle, wciąż jednak nudny. Bazgrałam ślaczki w zeszycie. Tak dotrwałam do końca dzisiejszych zajęć. W klasie wypatrywałam nieśmiałej i strachliwej osoby, która uważała się za na tylę miłą, żeby ze mną rozmawiać pomimo mojego wcześniejszego zachowania. Miki, tak miała na imię. Była idealna pod perspektywą moich oczekiwań
- Cześć. - Zagadałam do niej, kiedy w sali się przeżedziło. - Kim jest rada? Kler wcześniej o niej wspomniała. - Spytałam przyjaźnie.
- Oh! Tak nazywamy uczniów uczęszczających do specjalnej klasy. Są niesamowici. Zawsze pierwsi na testach i w sporcie. Wszyscy są przepiękni, mają charyzmę. Są ideałami! Powinnaś ich poznać, odrazu się zakochasz. Sama to przeżyłam. Niestety są trochę skryci. Dobierają sobie znajomych i tylko z nimi rozmawiają. A jednak to oni dbają o uczniów wymyślając różnego typu wydarzenia szkolne. Krążą plotki, że mają w garści nawet dyrektora. - Przytaknęłam głową i odeszłam. Jak taka spokojna osoba mogła się tak rozgadać. Musiałam źle ją ocenić. Mam nadzieję, że się do mnie nie przyczepi. Niestety zapóźno o tym pomyślałam.
- Dowidzenia moja koleżanko!! - Nie odpowiedziałam na pożegnanie Miki.
 Maszerowałam szybko przez korytarze. Nie potrzebowałam znajomych. Nie ufałam ludziom. I nie wierzyłam, że można zbudować z kimś więź. Ci zwani przyjaciółmi to zwykłe ścierwy. Zostawiają drugą osobę, gdy tylko pojawią się jakieś kłopoty. Nie znosze takich kłamstw. Liczyć można tylko na siebie. Innymi ludźmi można się co najwyżej pobawić, żeby rozwiać nudę. Tej myśli towrzyszył mój diaboliczny uśmiech.


*                                  *                            *
        Gabinet dyrektora położony był na parterze. Dostałam się do niego przez okno. To była bułka z masłem. Oczywistym jest, że jeśli chcę się czegoś dowiedzieć muszę szukać u źródła. Dyrektor nim był. W końcu to on zarządzał szkołą, noi był na filmiku, który oglądałam wczorajszej nocy. Napewno coś tu znajdę. Niestety mam na to tylko 15 minut. Później szef wraca tutaj z przyjęcia charytatywnego, żeby zająć się istotnymi dla szkoły papierami. Nudy... Skrzywiłam się na myśl roboty przy biurku.
    Zabrałam się za poszukiwania, aby nie marnować czasu. Najpierw szuflady. Odpięłam wsuwke z włosów, trzymaną na takie okazję. Dzięki niej dostałam się do zwartości szafek. Nic przydatnego w nich nie było. Westchnęłam zawiedziona. Usiadłam kuckiem na krześlę i zaczęłam się obracać w kółko. Nagle zeskoczyłam z niego, podchodząc do biblioteczki. Moją uwagę przykuł niestaranie schowany tom ze sterczącą, pogniecioną kartką. Wyciągnęłam go z półki. Nie potrafiłam przeczytać tytułu książki. Musiała być napisana we wschodnim języku, bo zamiast liter była napisana jakimiś znakami. W nim znalazłam trzy zdjęcia. Na każdym widniał coraz starszy chłopiec. Czyżby jakiś krewny? Na ostatnim zdjęciu wyglądał na mojego rówieśnika. Zauważyłam, że jego oczy straciły swój blask, który posiadał w dzieciństwie.
- Jak było na przyjęciu panie dyrektorze? - Usłyszałam głos sekretarki Kiri. Zamarłam w bezruchu jak przestraszony królik.
- Było nudno. Zrobiłem się śpiący, więc zrób mi kawe, proszę. - Odezwał się szef.
 Po glowie tłukła mi się tylko jedna myśl. Zaraz tu wejdą. Zaraz tu wejdą! Klamka przechyliła się nieznacznie. Nie śmiałam nawet oddychać. Pewnie każdy obserwując ta sytuację, zastanawiałby się czemu nie uciekam. A każdy kto był w takiej sytuacji wiedziałby, że paraliżował mnie zaskoczenie i strach. Niewiem czego się bałam, ale przez to odrętwienie nie mogłam się z tamtąd ruszyć.
- Mistrzu, pamiętasz jeszcze o tamtej sprawie, prawda? Musisz wreszcie ukrucić zachowanie tego małolata. To wydarzy się znów jutro na sali gimnastycznej. - Zatrzymała dyrektora Kiri.
O czymś podobnym wspominała Kler, przypomniałam sobie. Nikt więcej się nie odezwał. Ta cisza była przytłaczająca. 
   No nic. Ja dostałam rzadką szansę wydostania się z opresji. Nie namyślając się wiele wepchnęłam ostatnie chłopaka do kieszeni spodni i odłożyłam książkę na miejsce. Nie przeczytam jej, więc nie była mi potrzebna. Miękko stąpając podeszłam do okna i wyskoczyłam przez nie na trawę. Sprintem pobiegłam na wybrukowaną ścieżkę. Wmieszałam się w grono studentów, śpieszących do swoich dormitoriów. Kątem oka dostrzegłam szefa, wyglądającego na zewnątrz. Zdenerwowany błądził wzrokiem po parku. Szukał włamywacza. Mnie szukał.

wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział III - Nowe miejsce to nowi znajomi


   Prywatna akademia SeravaMon. Od dziś będe tu mieszkać, a do sierocińca wracać tylko w przerwach świątecznych. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam ten budynek na żywo, pomyślałam, że wygląda jak średniowieczny zamek. Kamienie były stare, ale solidne. Posiadłość otaczały piękne ogrody i lasy. Teren szkoły był tak duży, że można było w nim zabłądzić na kilka miesięcy. Kiedy weszłam do budynku w oczy rzuciły mi się liczne zdobienia i obrazy na ścianach, w stylu gotyckim. Ktoś miał mroczny gust. Mimo tego wnętrza, salę były nowoczesne i promiennie jasne.






   Zostawiłam pudła w swoim nowym, luksusowym pokoju i poszłam na stołówkę. Tam można było przyjrzeć się hierarchii panującej na tym dworze bogatych paniczyków. Poza tym dawali dobre żarcie za darmo. :) Już z daleka poczułam aromatyczny zapach potraw, pysznych jak niebo w gębie. Ślinka pociekła mi po buzi. Więkrzość dań nie znałam. Na talerz nałożyłam sobie kawałek bebsztyka z jagnięciny w sosie jagodowym i cole. Napój mojego życia. Dobrze, że i tu ją znalazłam. Humor mi dopisywał. Właśnie zastanawiałam się, kto miał takiego pecha zostac moim współlokatorem, kiedy ta osoba zjawiła się przedemną. Wywołałam wilka z lasu, a raczej całe stado. Dziewczyna o blond włosach przysiadła się do mojego stolika bez zaproszenia.
- Cześć. Jestem Kler. Mamy dzielić razem pokój. Słyszałam, że jesteś z niższych warstw? - Zapytała z odrazą Kler
- Znaczy, nie jestem rozpuszczonym bahorem milionerem? Myślę, że tak. - Sarkastycznie odpowiedziałam na jej obrazę, nie przerywając posiłku.
- Więc to prawda. A fee! Zawzyjmy układ. Ja pozwolę ci tu spokojnie żyć, a ty w zamian zostaniesz moją służącą. - Zaklasnęła w dłonie, świergocząc, jakby nie słyszała mojej pogardy wobec niej i jej bandy. Chłopcy i dziewczęta, uważający się zafajnych, zebrali się wokół niej, powtarzając wszystko co robiła jakby nie posiadali własnego mózgu. I to miała być szkoła geniuszy? Zachichotałam, uważając za zabawną tą paradoksalną sytuację.
- Nie rozumiesz co do ciebie mówię?! Zmieniłam zdanie. Niema tu miejsca dla takiej jak ty! - Kler wreszcie się rozłościła. Westchnęłam. To koniec zabawy. Czas było pokazać jej na co mnie stać.
- Znasz węża gatunku Fobi? (*wymyślony przeze mnie) - Spytałam grzecznie.
- Tak. - Odpowiedziała Kler zbita z tropu, wciąż jednak zachowująca swój władczy ton.
- To mój pupilek. Jest słodziutki... i jadowity. Wywołuję paraliż mięśni oraz kilku tygodniowe wymioty połączone z bólem brzucha. Jeśli będziesz mi się naprzykrzać, chętnie cię z nim poznam.
- Łżesz! Tu nie można trzymać zwierząt, ani gadów. - Prychnęła Kler.
- Ciebie jakoś trzymają. - Mruknęłam od niechcenia. Odchrząknęłam.
- Fabio nie mieszka tutaj, ale łatwo mogę go niepostrzeżenie sprowadzić. Jego trucizna rozpuszcza się we krwi. Nie znajdą żadnego dowodu, że to moja wina. Poza tym znam kilka innych roślin, które mogłabym zastosować. Pewnej nocy możesz się obudzić łysa. - Szczerzyłam się do zszokowanej dziewczyny.
- Świruska! Trzymaj się o demnie z dala, wariatko!! - Wrzasnęła Kler głośno, opuszczając pośpiesznie moje towarzystwo. Młodzież na sali wlepiała we mnie zlęknione spojrzenia. Już zaczęto szeptać za moimi plecami. Przynajmniej będą trzymać się o demnie z daleka. Nikt nie chciał się narazić królowej pszczół, a ona mnie nie lubiła. Dość dzisiaj przeszłam. Byłam zmęczona, toteż wróciłam do pokoju. 
Postanowiłam się pobawić. Odpaliłam swojego prywatnego laptopa i zaczęłam włamywać się do głównego komputera szkoły. Na początku wszystko szło łatwo. Zero wyzwań. Same nudy. Nie tego się spodziewałam. W końcu natrafiłam na przeszkody. Przygryzłam wargę, całkowicie się skupiając. To było takie moje przyzwyczajenie. Nowo stworzony antywirus narobił mi niemało problemów. Krople potu pojawiły się na moim czole, gdy o mało nie zostawiłam za sobą śladu. W końcu pokonałam i jego osłonę. Podziwiałam osobę, która go zaprojektowała. Ja nie pomyślałabym o takim zastosowaniu wirusa do obrony, a byłam mistrzynią kombinacji. Wreszcie wszystkie pliki stały przedemną otworem. Wybrałam folder zatytułowany ,,dojrzałość''. Załadowałam pierwszy leprzy filmik. To musiały być widea z okazji ukończenia szkoły, ale po co to komu? Tak jak przypuszczałam. Banda absolwentów roiła się na dziedzińcu szkoły. Zastanawiało mnie tylko, czemu to działo się w nocy. Księżyc oświetlał buzię śmiertelnie poważnych czwartoklasistów. Wszyscy miel na sobie zwiewne czarne szaty i togi. Stali ściśnięci w grupie i uważnie obserwowali dyrektora szkoły. Ten jako jedyny uśmiechał się i radośnie witał przybyłych. Tak naprawdę nie wyglądał mi na dyrektora. Nie sądzie, żeby przekroczył 40. Miał długie jasne włosy, niemal srebrne i fiołkowe oczy. Ubierał się w luźne ubrania, koszulki i dresy jka boss gangu, a nie w garnitury jak zwykli zarządcy szkoły. Kiedy sie spotkaliśmy nie poświęcił mi wiele uwagi, a szybko odprawił. 
  Wreszcie skończył szczebiotać. Gestem nakazał swojej asystentce Kiri o podejście do niego. Poznałam ją niedawno. To ona uporządkowała moje papiery, gdy się tu przenosiłam. I dała mi mapę szkoły, którą zaraz potem wyrzuciłam. Wtedy do twarzy miała przylepiony sztuczny uśmiech. Taki jak zwykle prezentują biurowcy. Na filmię zobaczyłam jej prawdziwą naturę. Poplątane włosy dziko układały sie na jej spiczastych ramionach. Zasłaniały jej oczy, ale i tak można było dostrzec w nich szaleństwo. Prowadziła przed sobą związaną kobietę. Zmroziło mnie na widok lęku tej osoby. Kiri śmiała się, widząc to co ja. Dziewczyna rozglądała się na boki w poszukiwaniu ratunku, potykając sie przy tym co chwila. Usadzono ją na krześlę obok dyrektora. zgromadzone osoby na placu przesunęły się krok do przodu. W napięciu oczekiwałam na ich kolejny ruch. Wtedy usłyszałam tupanie, dobiegające z holu. Natychmiast wyłączyłam komputer. Zwinęłam się w kłębek na łóżku, udając, że śpię. Kroki zatrzymały się przed moimi drzwiami. Starałam się kontrolowac mój przyśpieszony ze zdenerwowania oddech. Drzwi skrzypnęły złowrogo. Do pomieszczenia wzśliznął się cień. Serce załomotało mi potrójnie szybko. Takich emocji to ja jeszcze nie przeżywałam. Strach mieszał się z adrenaliną, pobudzając moje myśli i ciało.
- No słuchaj, śpi. -Postać nachyliła się na demną. - Nie mogę znieść, że muszę mieszkać z tą świruską. Poproszę radę o przeniesienie. Hm? Tak, rozumiem. Będe pilnować, żeby się nie dowoedziała. Yhm. Wiem przecież! I tak sprubuję, jestem ładniejsza od tych fląder. Etam. Hm. Kiedy? Za dwa dni na sali gimnastycznej o północy. Rozumiem. Będę gotowa. Dla niego wszystko. Narazie. - To była Kler. Uspokoiłam się. Ta wredna małpa nic nie mogła mi zrobić. Jednak jej rozmowa przez telefon była interesująca. W mojej głowie zrodziło się wiele pytań. Podekscytowana uśmiechnęłam się pod nosem. Byłam pewna, że muszę tę zagadkę rozwiązać albo będę tego żałować. Nie wiedziałam jeszcze, że bardziej będzie doskwierać mi ciężar prawdy niż moja nieopanowana ciekawość.

Rysunki

W tej notce dodam zdjęcia rysunków,
 które ostatnio maluje.
Jestem początkującą, dlatego nie są jakieś wspaniałe,
 ale i tak chcę je pokazać ;P




    



Rozdział II - Dom


Mam sporo weny, więc wstawiam II rozdział :)


    W sierocińcu jak zwykle biegało pełno uśmiechniętych brzdąców. Te dzieci potrafiły cieszyć się z małych drobnostek, bo jako porzucone istoty wiedziały, że szczęście jest ulotne. Już w młodym wieku poznały prawdę jaką jest zakichane życie. Mimo tego nie podawały się i wieżyły, że wciąż mogą być kochane. Podziwiałam je za to. Uśmiechnęłam się lekko na widok Dimiego, biegnącego w moim kierunku z wyciągniętymi rączkami. Niestety trzymał w nich pistolet wodny magnum 500i. Gnojek pociągnął za spust. Chlusnął we mnie strumień lodowatej wody. Przemokłam do suchej nitki.
- Hej krasnalu, przegjołeś! - Wysyczałam przez zęby. Nieznośne dzieci. Są głośne i niesforne. Ale trzeba przyznać, że to dodaje im uroku, który mami nawet mnie. Dimi już stylowo zawrócił, naśladując samolot. Uciekając przed moim gniewem głośno mnie przywitał.
- Cześć siostrzyczko! Uważaj na matkę Lucię, bo ma zły humor! I niezapomnij o naszej randce w sobotę! - Pomachał mi na pożegnanie i zniknął za rogiem.
- Zemsta będzie słodka! - Zawołałam za nim. No co za mały diabeł.
- Idź się przebierz. Ja porozmawiam z Lucią. - Zaproponowała Patrishia. Jest ona miłą osobą, pomimo jej gwałtowności. Ja doskonale zdawałam sobie sprawę jak mogę to wykorzystać. Zgodziłam się. Potrzebowałam releksu pod prysznicem.





     *                               *                             *
     Wycierałam włosy ręcznikiem, kiedy do mojego pokoju wpadła Lucia.
- Patrishia wszystko mi wyśpiewała! Jak mogłaś znowu wywinąć taki numer?!
- Zmieszałam odpowiednie substancje i BUM!! - Stuknęłam ręką o blat stołu. Lucia podskoczyła przestraszona. Zachichotałam złośliwie. Lucia spojrzała na mnie nagannie. Nie przejęłam się tym.
- Słyszałam też, że jesteś geniuszem? - Zapytała zimnym tonem.
- Kto wie? Lekarstwa na katar nie wymyśliłam. - Zażartowałam, ale raczej tylko mnie to rozbawiło.
- Ta szkoła to twoja ostatnia szansta.
- Nie chcę jej.
- Źle się wyraziłam. Jak nie zdasz egzaminu, wyjawię JEMU twoją tajemnicę.
- Nie zrobisz mi tego!
- Za dużo przeszłam, żebym się miała wahać. - Zagroziła Lucia. Wściekła, rzuciłam ramką na zdjęcie w ściane. Nie pomogło.
- Wygrałaś mamo. - 
    Tak, Lucia to zarządczyni sierocińca, moja biologiczna matka i była zakonnica. Dbała o wszystkie dzieci w sierocińcu. Była dla nich dobrą matką. Sama widziałam jak się o nie troszczyła. Kochała je tak jak mnie nigdy. Nie cierpiała mnie. Przecież zniszczyłam jej życie. Przezemnie musiała wystąpić z klasztoru. Każdy ma swoją ciemną przeszłość. Nikt nie jest święty. Łatwo ulec pokusom w chwilach słabości. Luise była dobroduszną osobą, a ja jej wstydem. Starała nie pokazywać tego po sobie ze względu na mnie lecz jej zachowanie mówiło samo przez się. Przynajmniej wywoływałam u niej jakieś uczucia. Nie była obojętna, choć nigdy nie miała dla mnie czasu. Poświęcała się bardziej skrzywdzonym niż ja. Juz się do tego przyzwyczaiłam, niemal zaakceptowałam. Niemal...