diaboliczna myszka

GRY

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział V - Dwa rubiny

    Znów zaspałam na lekcję. Tym razem spieszyłam na rosyjski. Błądziłam po korytarzach, niemogąć znaleźć klasy. Powoli zaczynało mnie to męczyć. Zastanawiałam się czy nie odpuścić sobie dzisiejszych lekcji. Miałam ważniejsze sprawy na głowie niż siedzenie kilka godzin w ławce. Na moje nieszczęście w takim naburmuszonym nastroju spotkałam nauczyciela historii.
- Tylko jego tu brakowało. - Mruknęłam pod nosem.
- Co ty tu robisz?!! Powinnaś być na zajęciach. - Szarpnął mnie za ramię, zatrzymując. Uznałam, że to idealna okazja, żeby mu trochę dokuczyć.
- Niech mnie pan nie bije już! Proszę... - Zapiszczałam.
    Kobieta, którą wcześniej dostrzegłam w oddali, podbiegła do nas po moich słowach i oddzieliła mnie od nauczyciela. - Jak Pan śmie! Zgłoszę to dyrektorowi! Brutal!! - Zwyzywała go od najgorszych szumowin i wymierzyła mu siarczysty policzek.
- Chodź ze mną dziecko. Zaprowadzę cię do klasy. Pewnie się zgubiłaś, hę? Ja za młodu również nie połapywałam się w tych zawiłych korytarzach. - Zostałam pociągnięta za ręke. Pomachałam nauczycielowi historii na pożegnanie. Cały spurpurowiał ze złości. Misja wykonana. Pogratulowałam sobie.
      - Więc? Jesteś zadowolona, żę opiepszyłam wychowawce? - Kwaśno spytała kobieta, nie patrząc na mnie wcale. Dopiero wtedy ją rozpoznałam. To była Kiri. Wyszarpnęłam ręke z jej uścisku czując się nagle jak więzień prowadzony do celi. Mimo to nie chciałam jej pokazywać swoich słabości, dlatego kpiąco odpowiedziałam na jej odzywkę.
- Jestem. I to bardzo. Ten kretyn prześladuję mnie już od początku.
- Nie pomyślałaś, że to ty nękasz innych? - Kiri siliła się na grzeczność, zaciskając drżącą ręke w pięść.
- Pomyślałam. I cieszy mnie ten fakt. - Uśmiechnęłam się zgryźliwie.
- Jesteś pewna siebie, ale to się skończy jeśli nie przestaniesz tutaj węszyć. Ja wiem o wszystkim co się tu wyprawia. - Kiri pożuciła swoją urzędową maskę, przechodząc do rzeczy. Sądziłam, że blefuje, bo inaczej już zawiesiliby mnie za włamanie do biura szefa.
- Jeśli mi grozisz to na darmo. Nie zależy mi na tej szkole. - Wzruszyłam ramionami.
- Mogę się domyślić. Dlatego zostałabyś tu na długo, bo to moje terytorium. - Dobitnie mnie poinformowała ta krowa.
- Teraz won do klasy! - Wepchnęła mnie przez drzwi do sali języka rosyjskiego.
- Panie Lore, przyprowadziłam zagubionego kociaka, proszę się nią zająć. - Słodko rzekła Kiri, wychodząc zaraz po tym. Kolejny wróg na mojej liście. Patrzyłam na drzwi za którymi zniknęła sekretarka, kiedy odezwał się do mnie sensei* (*czyli nauczyciel).
- Jesteś Jesika, tak? Miło mi poznać. Jestem Lorence, od dziś twój nauczyciel rosyjskiego. -
Zignorowałam go. Miałam dość. Byłam zmęczona i nie zamierzałam siedzieć na tych lekcjach. Złapałam za klamkę.
- Gdzie się wybierasz? - Spytał spokojnie Lorence po rosyjsku. Chyba chciał mnie sprawdzić. Dobrze niech tak będzie. Lekko się uśmiechnęłam. Uwielbiałam wyzwania.
- Jak najdalej stąd, bylebym nie zasnęła od twoich przunudzających wykładów. - Odpowiedziałam mu po rosyjsku, odwracając się, aby spojrzeć mu prosto w oczy. Niech poczuję się stłamszony. Jednak on nic takiego po sobie nie pokazywał. Odwzajemnił moje spojrzenie za oprawek okularów, tak, że to ja się speszyłam. Jego tęczówki błysnęły czerwonym światłem, sprawiając, że poplątały mi się myśli w głowie.
- Gdzie, więc wychodziłaś? - Spytał Lore, przyglądając mi się uważnie. Niepewna, zerknęłam na drzwi.  - Nie odpowiesz mi?-  Ponaglał mnie Lorence.
- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. - Prychnęłam i pomaszerowałam usiąść w najbliższej, wolnej ławce.
- Wciąż masz cięty język. Nad tym też popracujemy. - Uśmiechnął się szerkoko młody nauczyciel. Dziewczyny w klasie jednocześnie westchnęły rozmażone. Co za koszmar. Nie wiem jakim cudem zdecydowałam się zostać.
     Odetchnęłam z ulgą, gdy usłyszałam dzwonek kończący zajęcia. Zbierałam się do wyjścia, kiedy podeszła do mnie Miki. Dziewczyna, do której zagadałam wczoraj. Musiałam się jej pozbyć.
- Czego? - Warknęłam na nią. Cofnęła się przestraszona o krok, ale nie uciekła.
- Szykuje się impreza dziś w nocy, na sali gimnastycznej. Pomyślałam, że może zechcesz wpaść.
- W nocy? - Wbrew własnej woli, zaintrygowało mnie to.
- Tak. Trwa, aż do rana. Przyjdziesz? - Miki ucieszyła się, że jej nie olałam. Jak niewiele jej było trzeba do szczęścia. Zakpiłam w myślach z jej naiwności. Chętnie poszłabym na tą impreze, ponieważ zbyt wiele dziś tam miało się wydarzyć. Ale nie zamierzałam się tym chwalić Miki. Jej musiałam uświadomić, że ma trzymać się o demnie z daleka. Już miałam zarzucić jakąś kąśliwą uwagę, gdy napotkałam spojrzenie rubinowych oczu Lorence. I jak wcześiej pustka zagościła mi w głowie.
- Oczywiście. - Wypowiedziałam mechanicznie zdanie nie swoim głosem. Wpół przytomna zajerestrowałam jak Miki odchodzi zadowolona. Dopiero wtedy poczułam się znów sobą.
- Cieszę się, że nawiązujesz bliższe znajomości w szkole. - Odezwał się do mnie Lorence, jak tylko zostaliśmy sami w klasie. Obrzuciłam go spojrzeniem ogromnych, szmaragdowych, rozkojarzonych oczu.
- Nie wiem co mi zrobiłeś lecz się dowiem i ukrucę to! - Wrzasnęłam i wybiegłam z sali.




1 komentarz:

  1. Świetne :)
    podoba mi się :)



    Zapraszam do mnie http://darkhopeofloveandpain.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń