diaboliczna myszka

GRY

wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział III - Nowe miejsce to nowi znajomi


   Prywatna akademia SeravaMon. Od dziś będe tu mieszkać, a do sierocińca wracać tylko w przerwach świątecznych. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam ten budynek na żywo, pomyślałam, że wygląda jak średniowieczny zamek. Kamienie były stare, ale solidne. Posiadłość otaczały piękne ogrody i lasy. Teren szkoły był tak duży, że można było w nim zabłądzić na kilka miesięcy. Kiedy weszłam do budynku w oczy rzuciły mi się liczne zdobienia i obrazy na ścianach, w stylu gotyckim. Ktoś miał mroczny gust. Mimo tego wnętrza, salę były nowoczesne i promiennie jasne.






   Zostawiłam pudła w swoim nowym, luksusowym pokoju i poszłam na stołówkę. Tam można było przyjrzeć się hierarchii panującej na tym dworze bogatych paniczyków. Poza tym dawali dobre żarcie za darmo. :) Już z daleka poczułam aromatyczny zapach potraw, pysznych jak niebo w gębie. Ślinka pociekła mi po buzi. Więkrzość dań nie znałam. Na talerz nałożyłam sobie kawałek bebsztyka z jagnięciny w sosie jagodowym i cole. Napój mojego życia. Dobrze, że i tu ją znalazłam. Humor mi dopisywał. Właśnie zastanawiałam się, kto miał takiego pecha zostac moim współlokatorem, kiedy ta osoba zjawiła się przedemną. Wywołałam wilka z lasu, a raczej całe stado. Dziewczyna o blond włosach przysiadła się do mojego stolika bez zaproszenia.
- Cześć. Jestem Kler. Mamy dzielić razem pokój. Słyszałam, że jesteś z niższych warstw? - Zapytała z odrazą Kler
- Znaczy, nie jestem rozpuszczonym bahorem milionerem? Myślę, że tak. - Sarkastycznie odpowiedziałam na jej obrazę, nie przerywając posiłku.
- Więc to prawda. A fee! Zawzyjmy układ. Ja pozwolę ci tu spokojnie żyć, a ty w zamian zostaniesz moją służącą. - Zaklasnęła w dłonie, świergocząc, jakby nie słyszała mojej pogardy wobec niej i jej bandy. Chłopcy i dziewczęta, uważający się zafajnych, zebrali się wokół niej, powtarzając wszystko co robiła jakby nie posiadali własnego mózgu. I to miała być szkoła geniuszy? Zachichotałam, uważając za zabawną tą paradoksalną sytuację.
- Nie rozumiesz co do ciebie mówię?! Zmieniłam zdanie. Niema tu miejsca dla takiej jak ty! - Kler wreszcie się rozłościła. Westchnęłam. To koniec zabawy. Czas było pokazać jej na co mnie stać.
- Znasz węża gatunku Fobi? (*wymyślony przeze mnie) - Spytałam grzecznie.
- Tak. - Odpowiedziała Kler zbita z tropu, wciąż jednak zachowująca swój władczy ton.
- To mój pupilek. Jest słodziutki... i jadowity. Wywołuję paraliż mięśni oraz kilku tygodniowe wymioty połączone z bólem brzucha. Jeśli będziesz mi się naprzykrzać, chętnie cię z nim poznam.
- Łżesz! Tu nie można trzymać zwierząt, ani gadów. - Prychnęła Kler.
- Ciebie jakoś trzymają. - Mruknęłam od niechcenia. Odchrząknęłam.
- Fabio nie mieszka tutaj, ale łatwo mogę go niepostrzeżenie sprowadzić. Jego trucizna rozpuszcza się we krwi. Nie znajdą żadnego dowodu, że to moja wina. Poza tym znam kilka innych roślin, które mogłabym zastosować. Pewnej nocy możesz się obudzić łysa. - Szczerzyłam się do zszokowanej dziewczyny.
- Świruska! Trzymaj się o demnie z dala, wariatko!! - Wrzasnęła Kler głośno, opuszczając pośpiesznie moje towarzystwo. Młodzież na sali wlepiała we mnie zlęknione spojrzenia. Już zaczęto szeptać za moimi plecami. Przynajmniej będą trzymać się o demnie z daleka. Nikt nie chciał się narazić królowej pszczół, a ona mnie nie lubiła. Dość dzisiaj przeszłam. Byłam zmęczona, toteż wróciłam do pokoju. 
Postanowiłam się pobawić. Odpaliłam swojego prywatnego laptopa i zaczęłam włamywać się do głównego komputera szkoły. Na początku wszystko szło łatwo. Zero wyzwań. Same nudy. Nie tego się spodziewałam. W końcu natrafiłam na przeszkody. Przygryzłam wargę, całkowicie się skupiając. To było takie moje przyzwyczajenie. Nowo stworzony antywirus narobił mi niemało problemów. Krople potu pojawiły się na moim czole, gdy o mało nie zostawiłam za sobą śladu. W końcu pokonałam i jego osłonę. Podziwiałam osobę, która go zaprojektowała. Ja nie pomyślałabym o takim zastosowaniu wirusa do obrony, a byłam mistrzynią kombinacji. Wreszcie wszystkie pliki stały przedemną otworem. Wybrałam folder zatytułowany ,,dojrzałość''. Załadowałam pierwszy leprzy filmik. To musiały być widea z okazji ukończenia szkoły, ale po co to komu? Tak jak przypuszczałam. Banda absolwentów roiła się na dziedzińcu szkoły. Zastanawiało mnie tylko, czemu to działo się w nocy. Księżyc oświetlał buzię śmiertelnie poważnych czwartoklasistów. Wszyscy miel na sobie zwiewne czarne szaty i togi. Stali ściśnięci w grupie i uważnie obserwowali dyrektora szkoły. Ten jako jedyny uśmiechał się i radośnie witał przybyłych. Tak naprawdę nie wyglądał mi na dyrektora. Nie sądzie, żeby przekroczył 40. Miał długie jasne włosy, niemal srebrne i fiołkowe oczy. Ubierał się w luźne ubrania, koszulki i dresy jka boss gangu, a nie w garnitury jak zwykli zarządcy szkoły. Kiedy sie spotkaliśmy nie poświęcił mi wiele uwagi, a szybko odprawił. 
  Wreszcie skończył szczebiotać. Gestem nakazał swojej asystentce Kiri o podejście do niego. Poznałam ją niedawno. To ona uporządkowała moje papiery, gdy się tu przenosiłam. I dała mi mapę szkoły, którą zaraz potem wyrzuciłam. Wtedy do twarzy miała przylepiony sztuczny uśmiech. Taki jak zwykle prezentują biurowcy. Na filmię zobaczyłam jej prawdziwą naturę. Poplątane włosy dziko układały sie na jej spiczastych ramionach. Zasłaniały jej oczy, ale i tak można było dostrzec w nich szaleństwo. Prowadziła przed sobą związaną kobietę. Zmroziło mnie na widok lęku tej osoby. Kiri śmiała się, widząc to co ja. Dziewczyna rozglądała się na boki w poszukiwaniu ratunku, potykając sie przy tym co chwila. Usadzono ją na krześlę obok dyrektora. zgromadzone osoby na placu przesunęły się krok do przodu. W napięciu oczekiwałam na ich kolejny ruch. Wtedy usłyszałam tupanie, dobiegające z holu. Natychmiast wyłączyłam komputer. Zwinęłam się w kłębek na łóżku, udając, że śpię. Kroki zatrzymały się przed moimi drzwiami. Starałam się kontrolowac mój przyśpieszony ze zdenerwowania oddech. Drzwi skrzypnęły złowrogo. Do pomieszczenia wzśliznął się cień. Serce załomotało mi potrójnie szybko. Takich emocji to ja jeszcze nie przeżywałam. Strach mieszał się z adrenaliną, pobudzając moje myśli i ciało.
- No słuchaj, śpi. -Postać nachyliła się na demną. - Nie mogę znieść, że muszę mieszkać z tą świruską. Poproszę radę o przeniesienie. Hm? Tak, rozumiem. Będe pilnować, żeby się nie dowoedziała. Yhm. Wiem przecież! I tak sprubuję, jestem ładniejsza od tych fląder. Etam. Hm. Kiedy? Za dwa dni na sali gimnastycznej o północy. Rozumiem. Będę gotowa. Dla niego wszystko. Narazie. - To była Kler. Uspokoiłam się. Ta wredna małpa nic nie mogła mi zrobić. Jednak jej rozmowa przez telefon była interesująca. W mojej głowie zrodziło się wiele pytań. Podekscytowana uśmiechnęłam się pod nosem. Byłam pewna, że muszę tę zagadkę rozwiązać albo będę tego żałować. Nie wiedziałam jeszcze, że bardziej będzie doskwierać mi ciężar prawdy niż moja nieopanowana ciekawość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz