Mam sporo weny, więc wstawiam II rozdział :)
W sierocińcu jak zwykle biegało pełno uśmiechniętych brzdąców. Te dzieci potrafiły cieszyć się z małych drobnostek, bo jako porzucone istoty wiedziały, że szczęście jest ulotne. Już w młodym wieku poznały prawdę jaką jest zakichane życie. Mimo tego nie podawały się i wieżyły, że wciąż mogą być kochane. Podziwiałam je za to. Uśmiechnęłam się lekko na widok Dimiego, biegnącego w moim kierunku z wyciągniętymi rączkami. Niestety trzymał w nich pistolet wodny magnum 500i. Gnojek pociągnął za spust. Chlusnął we mnie strumień lodowatej wody. Przemokłam do suchej nitki.
- Hej krasnalu, przegjołeś! - Wysyczałam przez zęby. Nieznośne dzieci. Są głośne i niesforne. Ale trzeba przyznać, że to dodaje im uroku, który mami nawet mnie. Dimi już stylowo zawrócił, naśladując samolot. Uciekając przed moim gniewem głośno mnie przywitał.
- Cześć siostrzyczko! Uważaj na matkę Lucię, bo ma zły humor! I niezapomnij o naszej randce w sobotę! - Pomachał mi na pożegnanie i zniknął za rogiem.
- Zemsta będzie słodka! - Zawołałam za nim. No co za mały diabeł.
- Idź się przebierz. Ja porozmawiam z Lucią. - Zaproponowała Patrishia. Jest ona miłą osobą, pomimo jej gwałtowności. Ja doskonale zdawałam sobie sprawę jak mogę to wykorzystać. Zgodziłam się. Potrzebowałam releksu pod prysznicem.
* * *
Wycierałam włosy ręcznikiem, kiedy do mojego pokoju wpadła Lucia.
- Patrishia wszystko mi wyśpiewała! Jak mogłaś znowu wywinąć taki numer?!
- Zmieszałam odpowiednie substancje i BUM!! - Stuknęłam ręką o blat stołu. Lucia podskoczyła przestraszona. Zachichotałam złośliwie. Lucia spojrzała na mnie nagannie. Nie przejęłam się tym.
- Słyszałam też, że jesteś geniuszem? - Zapytała zimnym tonem.
- Kto wie? Lekarstwa na katar nie wymyśliłam. - Zażartowałam, ale raczej tylko mnie to rozbawiło.
- Ta szkoła to twoja ostatnia szansta.
- Nie chcę jej.
- Źle się wyraziłam. Jak nie zdasz egzaminu, wyjawię JEMU twoją tajemnicę.
- Nie zrobisz mi tego!
- Za dużo przeszłam, żebym się miała wahać. - Zagroziła Lucia. Wściekła, rzuciłam ramką na zdjęcie w ściane. Nie pomogło.
- Wygrałaś mamo. -
Tak, Lucia to zarządczyni sierocińca, moja biologiczna matka i była zakonnica. Dbała o wszystkie dzieci w sierocińcu. Była dla nich dobrą matką. Sama widziałam jak się o nie troszczyła. Kochała je tak jak mnie nigdy. Nie cierpiała mnie. Przecież zniszczyłam jej życie. Przezemnie musiała wystąpić z klasztoru. Każdy ma swoją ciemną przeszłość. Nikt nie jest święty. Łatwo ulec pokusom w chwilach słabości. Luise była dobroduszną osobą, a ja jej wstydem. Starała nie pokazywać tego po sobie ze względu na mnie lecz jej zachowanie mówiło samo przez się. Przynajmniej wywoływałam u niej jakieś uczucia. Nie była obojętna, choć nigdy nie miała dla mnie czasu. Poświęcała się bardziej skrzywdzonym niż ja. Juz się do tego przyzwyczaiłam, niemal zaakceptowałam. Niemal...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz