Zaspana wkroczyłam do klasy historii. Dwadzieścia par oczu filtrowało mnie wzrokiem. Najintensywniej z nich nauczyciel.
- Spóźniona uczennica to rzadkość. - Facet niezadowolony skrzyżował ręce na piersi. Po wylęknionych minach studentów mogłam się domyślić czemu są punktualni.
- Jestem nowa. - Stwierdziłam jakby to wszystko wyjaśniało. Dla leprzego efektu podrapałam się po czubku głowy. Udawanie idiotki zawsze działało.
- Słyszałem. Jesteś tą trudną uczennicą. Ja nie będe uczestniczył w twoich gierkach. Na piątek napiszesz wypracowanie na temat rewolucji francuskiej. A teraz przedstaw się Klasie. - Co za burak. Strasznie się wymądrza. Jeszcze wymyślę jak mu odłacić za to dodarkowe zadanie domowe. Tym razem jednak odpuszcze. Byłam zmęczona po nieprzespanej nocy. Po głowie tłukły mi się szalone myśli, nie dające mi spokoju. Ziewnęłam przeciągle, zasłaniając usta. Na tę chwilę w klasie zapanowała wyczekująca cisza.
- Mówcie mi Jess. Jestem nowa, ale nie szukam tu milusińskich przyjaciół. Każdego kto do mnie zagada spławię Lubie ciężką muzykę. I to tyle co powinniście o mnie wiedzieć. Aaa, zapomniałabym. Uwielbiam tajemnice, toteż poznam każdy wasz sekret. Dlatego lepiej nic przedemną nie ukrywajcie. To tylko rozbudzi mój apetyt. - Uśmiechnęłam się pożądliwie. Nie mogąc się powstrzymać, widząc oszołomione twarze licealistów, oblizałam się jeszcze ze smakiem.
- Dziękujemy Jess za ten popis. Możesz usiąść. - Zdegustowany profesor wskazał mi miejsce i kontynuował swój przerwany przeze mnie wykład. Mimio, że ciekawszy niż zwykle, wciąż jednak nudny. Bazgrałam ślaczki w zeszycie. Tak dotrwałam do końca dzisiejszych zajęć. W klasie wypatrywałam nieśmiałej i strachliwej osoby, która uważała się za na tylę miłą, żeby ze mną rozmawiać pomimo mojego wcześniejszego zachowania. Miki, tak miała na imię. Była idealna pod perspektywą moich oczekiwań
- Cześć. - Zagadałam do niej, kiedy w sali się przeżedziło. - Kim jest rada? Kler wcześniej o niej wspomniała. - Spytałam przyjaźnie.
- Oh! Tak nazywamy uczniów uczęszczających do specjalnej klasy. Są niesamowici. Zawsze pierwsi na testach i w sporcie. Wszyscy są przepiękni, mają charyzmę. Są ideałami! Powinnaś ich poznać, odrazu się zakochasz. Sama to przeżyłam. Niestety są trochę skryci. Dobierają sobie znajomych i tylko z nimi rozmawiają. A jednak to oni dbają o uczniów wymyślając różnego typu wydarzenia szkolne. Krążą plotki, że mają w garści nawet dyrektora. - Przytaknęłam głową i odeszłam. Jak taka spokojna osoba mogła się tak rozgadać. Musiałam źle ją ocenić. Mam nadzieję, że się do mnie nie przyczepi. Niestety zapóźno o tym pomyślałam.
- Dowidzenia moja koleżanko!! - Nie odpowiedziałam na pożegnanie Miki.
Maszerowałam szybko przez korytarze. Nie potrzebowałam znajomych. Nie ufałam ludziom. I nie wierzyłam, że można zbudować z kimś więź. Ci zwani przyjaciółmi to zwykłe ścierwy. Zostawiają drugą osobę, gdy tylko pojawią się jakieś kłopoty. Nie znosze takich kłamstw. Liczyć można tylko na siebie. Innymi ludźmi można się co najwyżej pobawić, żeby rozwiać nudę. Tej myśli towrzyszył mój diaboliczny uśmiech.
* * *
Gabinet dyrektora położony był na parterze. Dostałam się do niego przez okno. To była bułka z masłem. Oczywistym jest, że jeśli chcę się czegoś dowiedzieć muszę szukać u źródła. Dyrektor nim był. W końcu to on zarządzał szkołą, noi był na filmiku, który oglądałam wczorajszej nocy. Napewno coś tu znajdę. Niestety mam na to tylko 15 minut. Później szef wraca tutaj z przyjęcia charytatywnego, żeby zająć się istotnymi dla szkoły papierami. Nudy... Skrzywiłam się na myśl roboty przy biurku.
Zabrałam się za poszukiwania, aby nie marnować czasu. Najpierw szuflady. Odpięłam wsuwke z włosów, trzymaną na takie okazję. Dzięki niej dostałam się do zwartości szafek. Nic przydatnego w nich nie było. Westchnęłam zawiedziona. Usiadłam kuckiem na krześlę i zaczęłam się obracać w kółko. Nagle zeskoczyłam z niego, podchodząc do biblioteczki. Moją uwagę przykuł niestaranie schowany tom ze sterczącą, pogniecioną kartką. Wyciągnęłam go z półki. Nie potrafiłam przeczytać tytułu książki. Musiała być napisana we wschodnim języku, bo zamiast liter była napisana jakimiś znakami. W nim znalazłam trzy zdjęcia. Na każdym widniał coraz starszy chłopiec. Czyżby jakiś krewny? Na ostatnim zdjęciu wyglądał na mojego rówieśnika. Zauważyłam, że jego oczy straciły swój blask, który posiadał w dzieciństwie.
- Jak było na przyjęciu panie dyrektorze? - Usłyszałam głos sekretarki Kiri. Zamarłam w bezruchu jak przestraszony królik.
- Było nudno. Zrobiłem się śpiący, więc zrób mi kawe, proszę. - Odezwał się szef.
Po glowie tłukła mi się tylko jedna myśl. Zaraz tu wejdą. Zaraz tu wejdą! Klamka przechyliła się nieznacznie. Nie śmiałam nawet oddychać. Pewnie każdy obserwując ta sytuację, zastanawiałby się czemu nie uciekam. A każdy kto był w takiej sytuacji wiedziałby, że paraliżował mnie zaskoczenie i strach. Niewiem czego się bałam, ale przez to odrętwienie nie mogłam się z tamtąd ruszyć.
- Mistrzu, pamiętasz jeszcze o tamtej sprawie, prawda? Musisz wreszcie ukrucić zachowanie tego małolata. To wydarzy się znów jutro na sali gimnastycznej. - Zatrzymała dyrektora Kiri.
O czymś podobnym wspominała Kler, przypomniałam sobie. Nikt więcej się nie odezwał. Ta cisza była przytłaczająca.
No nic. Ja dostałam rzadką szansę wydostania się z opresji. Nie namyślając się wiele wepchnęłam ostatnie chłopaka do kieszeni spodni i odłożyłam książkę na miejsce. Nie przeczytam jej, więc nie była mi potrzebna. Miękko stąpając podeszłam do okna i wyskoczyłam przez nie na trawę. Sprintem pobiegłam na wybrukowaną ścieżkę. Wmieszałam się w grono studentów, śpieszących do swoich dormitoriów. Kątem oka dostrzegłam szefa, wyglądającego na zewnątrz. Zdenerwowany błądził wzrokiem po parku. Szukał włamywacza. Mnie szukał.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz