Zaczynam wrzucać dłuższe opowiadanie.
To pierwszy rozdział. Kolejne pojawią się niedługo :)
Jest to historia nastoletniej dziewczyny uwikłanej w tajemnice w swojej nowej szkole.
Znów na dywaniku u dyrektora. Po raz kolejny zrobiłam coś co jemu nie pasuje. Ja mu tylko odpłacałam za jego upierdliwość. Czepiał się, kiedy wagarowałam. To co robię nie powinno go obchodzić. Wtedy przecież nikomu nie zawadzałam. Zresztą pewnie wiedział, ę zostałam wywalona już z dwóch innych szkół i będe sprawiać kłopoty. Siostry z sierocińca są naprawdę strasznę, gdy chcą coś uzyskać. Wzdrygnęłam się. Pewnie to ich sprawka, że mnie wogule przyjął. Musiały mu naopowiadać bzdury o kolejnej szansie i zmnianie człowieka na leprze jeśli uzyska odpowiednią pomoc. Tylko kretyn mógł się na to nabrać.
- Panno Jesiko Blackburn, zapraszam do mnie. - Za drzwi gabinetu wychylił się wąsaty mężczyzna. Poczłapałam za nim i usiadłam na wskazanym mi miejscu. Nie chciałam się z nim kłócić, bo nawet ja uważałam, że tym razem przegiełam. Jednak przeprosić nie zamierzałam. Zepsułoby to mój wizerunek. Tempo wpatrywałam się w letni pejzaż za oknem. Dziś był upalny dzień. Z chęcią spędziłabym go nad jeziorem, a nie słuchając ochrzanu od dyrka. Co dziwne, narazie nic takiego nie nastąpiło. Wcześniej wydawał się emanowac aurą wściekłości, więc o co chodziło z tą oazą spokoju?
- Jesiko, może wyjaśnisz czemu wysadziłaś w powietrzę salę chemiczną? - Zapytał łagodnie. Splótł dłonie na biurku i patrzył wprost na mnie, prubując nawiązać kontakt wzrokowy. Unikałam tego jak ognia.
- Nie wiem. - Wzruszyłam obojętnie ramionami. Zaraz uśmiechnęłam się złośliwie. - Kolor ścian był ochydny.
- W istocie, ale nie zwolni cię to od płacenia za szkody.
- Ja nie wyłoże kasy,a moje opiekunki, zakonnice.
- Nie jest ci nawet przykro. - Z pogardą stwierdził dyrektor. Wreszcie przestał udawać świętoszka. Każdemu potrafiłam zaleźć za skórę. Rozsiadłam się wygodniej na krześle, czując, że jestem w swoim żywiole.
- I co? Ta rozmowa to ostrzeżenie czy jestem zawieszona?
- Nie. Wyrzucam cię. Masz czas do końca tygodnia, aby zabrać swoje papiery. - Dyrektor wydawał się zmęczony. Chyba naprawdę wierzył, że uda mu się mnie zmnienić, aż do dziś. Biedny głupiec. Oczy mi zabłysły. Tego właśnie chciałam.
W tym momencie do gabinetu wpadła siostra zakonna Patrishia.
- O wszystkim słyszałam. Proszę Pana, ona w gruncie rzeczy nie jest zła, tylko krzętnie to ukrywa. Zapewniam, że...
- To z pewnością się powtórzy. - Bezczelnie jej przerwałam. Oberwałam w ucho. - Ajć! - Rozmasowywałam je teraz. Siostra Patrishia była bezwzględna.
- Problem leży gdzie indziej. Ona tu nie pasuję. - Rzekł dyrektor poważnie. W duchu przyznałam mu rację. Szkoła nie była dla mnie. Zwłaszcza katolickie liceum dla panienek z elity.
- Ależ... - Zaczęła oburzona Patrishia.
-Zaraz siostra zrozumie. - Dyrektor uśmiechnął się tajemniczo, poczym zwrócił się do mnie.
- Jesiko, dlaczego nie chodzisz na lekcje?
- Bo są nudne. - Burknęlam. Co za głupie pytanie. Dyrcio spojrzał wyczekująco na zakonnice.
- Tak odpowiada więkrzość nastolatków. - Pokręciła głową, niewiedząc o co chodzi. Dyrektor zmarszczył brwi. Z szuflady biuka wyjął kartki z zadaniami. - Rozwiąż to a zapomnę o połowię długu. - Szczęka mi opadła. Mówił poważnie?! Udawałam obojętną, ale martwiłam się odrobinę tą kasą. Zerknełam na niego nieufnie. Sądził, żę nie dam rady? Udałam, że się wacham.
- Rób co mówi. - Poleciła mi Patrishia.
- Zgoda. - Westchnęłam teatralnie. Spojrzałam na kartę zadań, biorąc ołówek do ręki. To było dziecinnie proste. Rozwiązałam to w kilka minut. Zirytowana złamałam ołówek na pół. Ten facet ze mnie kpił!?! Myślał, że moja wiedza kończy się na poziomie podstawowym! Mimo, że nie lubiłam szkoły, uwielbiałam pochłaniać wiedze. Facet zignorował moje zachowanie. Sprawdził ćwiczenia. W końcu podsunął je Patrishi pod nos. Odezwał się podekscytowanym cienkim głosem.
- Proszę spojrzeć. Tak jak przypuszczałem, wszystko dobrze zrobione! To jest test pozwalający przeskoczyć uzdolnionym uczniom klasę. Pani podopieczna jest geniuszem! - Cisza jaka zapadła po tym stwierdzeniu była przytłaczająca. Każdy przeżuwał to co właśnie usłyszał. Przerwało ją dopiero moje parsknięcie śmiechem.
- Geniuszem! Tego jeszcze nie było! Hahahaha! Raczej geniuszem zła.
- Pewnie to też. - Powiedział oschle dyrektor, urażony moimi słowami.
- Radzę zapisać ją do specjalnej placówki. Tu mam ulotkę najleprzej z nich. Jest ogromna, ma własny internat i profesjonalne salę naukowe. Więkrzośc uczniów z tamtąd to dzieci wływowych ludzi. Tam jest inny pozimom niż tu. Przyjażnie się z jej dyrektorem, więc mogę załatwić rozmowę kwalifikacyjną dla Jesiki.
- Byłabym wdzięczna. - Patrishia podłapała entuzjazm dyrektora.
To prawda, że lekcje w szkołach mnie nudziły, bo to o czym opowiadali nauczyciele było mi znane. Lecz tak działo się dawno temu. Od gimnazjum zaczęłam unikać szkoły, więc nie znam obecnego programu nauczania w liceum, ale nie może być taki słaby. Nie byłam mózgowcem.
- Z Bogiem. - Rzekła siostra, zbierając się ze mną do wyjścia.
- Ta, narazie. - Rzuciłam niedbale. W następnej chwili poczułam smagnięcie w głowę.
- Szanuj starszych Jesiko. - W drodze do sierocińca byłam skazana na słuchanie nagany ze strony Patrishi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz